Przestaje nam się chcieć.

Nie wiem tylko, czy to przez wiek, czy przez ilość prób, czy może też przez przewartościowanie pewnych spraw. Nie chce nam się już walczyć o ludzi, o miejsca, o wydarzenia, o marzenia. O to ostanie niespecjalnie się martwię – od wielu lat moje największe marzenia krążyły wkoło śpiewania i wiadome jest, że się spełniły. Wiele się od momentu domknięcia ostatniego marzenia pozmieniało, ale to już temat na inną okazję (nie będę sobie porannej krwi pchać tematami o zepsutym showbiznesie ;)).

Fakt, inni walkę o marzenia przerywają ze względu na słomiany zapał bądź wiecznie walenie głową w ścianę (to ja już dawno powinnam dostać wylewu albo wylądować w śpiączce na skutek opuchlizny mózgu heh) które nie przynosi żadnych skutków. Inni są zbyt podatni na ludzi z zewnątrz i ich pierdolenie, że przecież to się nie uda. Jeszcze innym brak finansów a tylko finanse pozwolą im na realizację czegoś (tutaj można dorzucić opcję, iż ktoś wyjdzie z założenia że do końca życia na dany temat nie zarobi, co w naszym kraju jest dość prawdopodobne, ale doskonale wiemy, że Polak potrafi i kombinatorem jest, więc może jednak coś z tego będzie ? ), inni boją się co ludzie i rodzina powiedzą. Można wymieniać w nieskończoność. Tak samo można wymieniać powody poddania się w stosunku do wydarzeń, miejsc i ludzi. Aczkolwiek chyba najbardziej rozległym tematem są właśnie relacje.

Ludzie (pary, przyjaciele, koledzy, itp) poddają się przez rutynę, uzależnienia drugiej osoby, przez osoby trzecie, które nagle pojawiły się i okazały się lepsze (nie wiadomo czy tylko z pozoru czy nie). Nie chce nam się walczyć albo z wygody dzisiejszych czasów (zachowam sobie wygodnictwo na inną okazję, kto mnie zna, wie, jak bardzo hejtuje akcje typu zapraszanie ludzi tylko przez fejsa, informowanie o czymś tylko na fejsie, kontakt głównie przez fejsa i generalnie pielęgnację bliskich kontaktów na odległość przez nie tylko fejsa), z powodu innych priorytetów albo gdy walka nie przynosi żadnego skutku, bo do tanga trzeba dwojga. Kiedy dwie strony nie patrzą w tym samym kierunku (bo przecież nie o zapatrzenie na siebie chodzi a o tą samą perspektywę), kiedy ludziom przestało być po drodze, kiedy kończy się czas na usprawiedliwianie, kończą się i ludzie.

Mi osobiście chyba jednak taki ludź się skończył (pomijam skończenie się innych ludziów pół roku, rok, dwa, trzy itp lata temu). I tak, poniekąd się poddałam. Z perspektywy mojego Marcina walczyłam z tematem od czasu, od kiedy z Marcinem jestem. Rozchodziło się ciągle o to samo. On to tak właśnie widzi.  Jeśli napiszę, że uważam, iż ciągle ja ściągałam nogę z gazu żeby ustąpić i bez sensu nie walczyć, ktoś napisze, że przecież to może być tylko moja wersja wydarzeń. Mając na względzie zarzuty w moją stronę od strony drugiej, zapewne by tak było. Dlatego nie ma sensu pisać, co się zrobiło, a czego nie, jakie były szczegóły, kto co komu powiedział, czym się obrzucił, jak oceniał, nazywał, na jakie rzeczy/osoby/sytuacje się powołał. W pewnym momencie po prostu stwierdziłam, że jestem zmęczona ciągłą walką i większą ilością napięć niż czymś fajnym. Wycofałam się.

Być może pewne tematy się kiedyś kończą. Jedno jest pewne. Przestaje nam się chcieć.

5 Odpowiedzi na Przestaje nam się chcieć.

  • ~Ania mówi:

    Może chodzi o to, że z czasem dojrzewa w nas myśl, że walka z niektórymi rzeczami to jak walka z wiatrakami. Dla tych, którzy kochają walczyć – sytuacja idealna. Dla innych, którzy czują, że przez tą walkę życie im ucieka – nie. Kwestia priorytetów. Co jest większym wstydem? Świadome rezygnowanie na korzyść rzeczy istotniejszych czy trwanie z bezsensownej wojnie? Oczywiście trzeba widzieć też różnicę miedzy świadomym wyborem a zwykłym poddaniem się.

  • ~Baltica mówi:

    Zastanawiam się, czy dokonując jakiegokolwiek wyboru, człowiek czuje się wolny. Ja niestety nie.

  • ~Ania mówi:

    Jeśli możliwość dokonywania wyboru nie jest wolnością, to jak nazwać sytuację kiedy ktoś Ci coś narzuca i zabrania wybrać? ;) Owszem, czasami czujemy się dosyć ograniczeni możliwościami, ale często liczba tych możliwości jest większa, niż te podsuwane nam na tacy. Po prostu nie są widoczne na pierwszy rzut oka. Może po prostu nie jesteś zadowolona ze swoich wyborów? Albo ktoś świadomie lub nie wpływa na te decyzje i nie są one do końca Twoimi własnymi? Może podświadomie wyczuwasz, że ktoś usiłuje Tobą pokierować? Własne decyzje zazwyczaj dają satysfakcję, nawet jeśli są nietrafne.

  • ~Baltica mówi:

    Na razie to podswiadomosc mowi mi, iz ktos sobie w glowie poukladal jakis obraz mojej osoby ktory kloci sie z jego oczekiwaniami, nie potrafi sam swerbalizowac o co mu chodzi i zmienia argumenty co rusz, pretensje dotycza czegos innego…Na to doklada sie wrazenie, ze mowisz jak do sciany i wszystko do kupy tworzy postac kajdan ktore zalozono Ci na rece. Brrr.

  • ~jastreender mówi:

    Super blog czekam na dalsza aktywnosc i jeżeli szukasz intensywny kurs języka rosyjskiego
    zapraszam na okazika :-)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>