Miesięczne Archiwa: Kwiecień 2013

Ile zrobisz dla pieniędzy?

Nie chodzi bynajmniej o sponsoring, aczkolwiek to co mam na myśli jest i tak związanie ze sprzedaniem całego siebie.

Producent, z którym obecnie współpracuje, opowiadał mnie o swojej rozmowie z popularną ostatnimi czasy wokalistką/piosenkarką, chociaż raczej należy kategoryzować ją jako marionetkę. Dziewczyna przyjechała oczywiście zaśpiewać na imprezę jedną, jedyną, hiciarską i medialną piosenkę. Producent zaczął ją podpytywać o techniczne rzeczy, co i jak powstaje, itp itd. Dziewczyna powiedziała, że ona tylko dostaje gotowy materiał i polecenie wykonania. Gdy zaczęła się rozwlekać na temat koncepcji teledysku, producent powiedział, żeby powiedziała coś od siebie, a nie to, co jej kazano powiedzieć. ‚No ale ty wszystko wiesz’ – odpowiedziała.

Wiele razy mówiono mi, że na pewno jest jakaś kwota, dla której byłabym w stanie np. nagrać komercyjny projekt. Osobiście sądzę, że jednak nie.

Z założenia takiego wychodzę być może dlatego, że marząc o śpiewaniu w klubach, wydawaniu produkcji, pracy przy imprezach itp. nie marzyłam o górze pieniędzy. Pieniądze przyszły później. Oczywiście mają się one nijak do góry pieniędzy zarabianych przez różne postacie z showbiznesu, ale nie o to chodzi w tym temacie. Nigdy nie wchodziłam w tematy finansowe artystów, ale na takich marionetkach jak owa dziewczyna zarabia się kokosy, nawet jej chyba o tym nie mówiąć. Tylko czym kieruje się ona, chcąc coś takiego robić ? Sława (która szybko w dzisiejszych czasach przemija), pieniądze (które nie są kosmiczne, mając na względzie to ile na kontrakcie zgarniają ludzie którzy dają jej gotowe danie), przygoda (nie wiem co takiego fajnego jest w przygodzie polegającej na podporządkowaniu się), czy też początek do etapu, na którym robi się już co się chce (czasami przestaję wierzyć że taki etap istnieje, chyba że patrzymy na starsze wiekowo postacie showbiznesu) ?

Nie mam ambicji bycia szałowo popularną. Może bym miała, kilka-kilkanaście lat temu, ale teraz wymaga to zbyt dużo włażenia w dupę. Powiedzienie, że trzeba ciężko pracować, miało prawo bytu wiele lat temu. Jeśli chce w czymś brać udział, zgłaszam się. Po prostu.

A ile ty zrobisz dla pieniędzy ?

Nie gadaj z idiotą.

To jedna z najbardziej pożytecznych rzeczy, jakie powiedział mi kiedyś dziadek. Po raz kolejny przekonałam się, iż warto się do tej rady zastosować.

Starano mi się dziś udowodnić, że nie mam racji. Rzecz prozaiczna. Chodziło o pianino. Osoba ta upierała się, że pianino, o które chodzi, nie stoi tam, gdzie mówię, że stoi. Że kiedyś stało, teraz go tam nie ma. Mówię – kiedyś? No tak, kiedyś, na przykład w piątek. Moja mama się o nie opierała.

Grupa weszła do pomieszczenia. Pianino tak jak stało tam w piątek, tak stało dzisiaj. Owszem, przyozdobione płachtą, przez które było niekoniecznie widoczne. Ale stało.

Ta sama osoba wtrąciła się w moją dyskusję z osobami prowadzącymi zajęcia. Tłumaczyłam, jaki jest powód mojego chwilowego odejścia od grupy. Gdybym wiedziała, że ten człowiek tak bardzo lubi się nie tyle, że wtrącać, co wpierdalać się, trzymałabym się swojego pierwotnego postanowienia – wytłumaczyć czemu odeszłam od grupy dopiero po zajęciach i tylko prowadzącym. Chciałam być jednak fair w stosunku do grupy. Powiedziałam przy wszystkich. Ta, jakże lubiąca dyrygować, jak się później okazało, i rządzić osoba, wtrąciła się. Gdyby nie to, jedna z prowadzących nie podniosłaby na mnie głosu (druga starała się uspokoić sytuacji mówiąc, że jednak będę dalej brać czynnie udział w zajęciach a przecież o to chodzi). Niestety osobnik ‚dyrygent’ nie dawał za wygraną. Kumpela próbowała go uspokoić, kładąc dłoń na jego ramieniu. On odpowiedział, że ma go nie dotykać bez jego pozwolenia. Zapytałam dlaczego, skoro zajęcia zaczęły się od zadań i tak naruszających dystans intymny ( Obszar przestrzeni bardzo bliski naszego ciała, w którym prawie zawsze dochodzi do kontaktu fizycznego z rozmówcą). Dalej się sadził. Więc odpuściłam.

Do końca spotkania ‚dyrygent’ – pomijając jego przydatne instrukcje podczas ostatnich zajęć – wykazał się skrajnym brakiem cynizmu, sarkazmu, czy ironii – przyjmował wszystko zbyt dosadnie. Mawia się, że tylko inteligentni ludzie znają znaczenie tych trzech pojęć. Cóż. Ja przestałam komentować cokolwiek. Dowiedziałam się, przy okazji dzięki samemu ‚dyrygentowi’, bo wyjawił, czym się kiedyś zajmował zawodowo, co robi na co dzień. Dzięki temu – najwyraźniej jako chyba zbyt inteligentna  jak na te  czasy albo na okoliczność zajęć jednostka, bo nadużywająca cynizmu, sarkazmu i ironii – zrozumiałam, co przyczyniło się do rozwoju jego zachowań w takim, a nie innym kierunku.

Przekonałam się też, po raz kolejny, że nie warto być szczerym w stosunku do ludzi, których się nie zna – jak to powiedział dziś Piter Fotograf – kilka procent, nie pamiętam ile dokładnie, populacji, ma skrzywienie psychiczne. W takim razie w naszej grupie dziś, mając na względzie tyle i tyle osób, znajdzie się właśnie taka jedna, konkretna, ze skrzywieniem. To skrzywienie doprowadziło to totalnego zjebania atmosfery bycia fair.

Wiele osób, które znają mnie od czasów rozbrykanej ponad normę małolaty, wiedzą, że w moim przypadku czymś niespotykanym jest przemilczenie sytuacji. Fakt, mogłam sobie pofolgować przy Piterze, za co serdecznie mu dziękuję, ale to wynika tylko z prawdopodobnie równej intensywności stężenia cynizmu, sarkazmu i ironii i u mnie i u niego, chociaż szacuję, że jednak stężenie to jest u Pitera znacznie większe – tym samym jest on niesamowicie inteligentnym człowiekiem ;) Inna sprawa, że nasze podejście wynika z doświadczenia, jakie dzielimy ze względu na naszą dorywczą działalność w przeszłości związaną z tematyką dzisiejszych zajęć. Po prostu mamy alergię na absurd.

Więc, serio, nie gadajcie z idiotami. Niech myślą, że są górą.

Obstawiam, że ‚dyrygent’ posra się, jak jego duma, honor i doświadczenie na polu zawodowym nie pomogą mu, kiedy obsunie się mu grunt pod nogami na skutek braku umiejętności bycia elastycznym. Bez tej umiejętności, przetrwanie funkcji, do jakiej przygotowywano dziś i będzie się przygotowywać w najbliższym czasie ponad sto osób, może poskutkować solidną dezaprobatą międzynarodowego środowiska. Ale, jak się nie jest inteligentnym, to po co się tym martwić ?

Zdecydowanie nie ten dzień.

To niesamowite, jakie myśli przychodzą człowiekowi do głowy na różnych etapach życia.

Mnie na przykład zastanawia, dlaczego żyjemy tyle lat, ile dożyć może najstarszy człowiek, który do tej pory żył/żyje.

Po co? Skoro ciało i tak prędzej czy później samo z siebie odmówi posłuszeństwa, o umyśle nie wspominając. Nie wiadomo co gorsze.

Co decyduje o żywotności istot ? Dlaczego kot nie może żyć tyle co ja, czemu jego wiek przekalkulowuje się na ludzki tłumacząc tym samym, że kot starzeje się szybciej od człowieka ?

Kto określa wzory społeczeństwa, cele, wzorce, stereotypy ?

I dlaczego w tym wszystkim okazuje się, że na dzień dzisiejszy (znowu) nie wiem, w którą stronę iść ?