Miesięczne Archiwa: Sierpień 2013

Wycinanka

Chociaż w sumie to bardziej odcinanka.

Jak wielu z nas umie pozbywać się z życia ludzi, którzy NA PRA WDĘ nie są nam potrzebni ? Jak długo myślimy, że są? Co musi się stać, aby dotarło do nas ostatecznie, że nie dość, że my im potrzebni nie jesteśmy, to oni również nam nie ?

To co się stało z pół miesiąca temu nie było dla mnie specjalnie niczym zaskakującym. Nie było też bolesne. Nie wiem w sumie jakie było. Ale przynajmniej uszczupliłam sobie grono ‚znajomych’ na FB. Facebook. Taka tam potęga wytyczająca nam wiele ścieżek w życiu. Być może śmieszne, ale jak najwięcej kontaktów utrzymuje się z ludźmi spoza własnego miasta, to jednak ten FB jakąś tam moc ma. Aczkolwiek z tymi, z którymi najwięcej mam wspólnego i tak częściej rozmawiam poza FB (to źle czy dobrze ?), szkoda jednak że prawie w ogóle się nie widzimy (bo to albo Poznań, albo Toruń, albo Wawa, albo USA ;) ). Zatem kto właściwie u mnie na FB gości a kogo postanowiłam pożegnać?

Łatwiej chyba odpowiedzieć mi obecnie na drugą część pytania. Są to ludzie, z którymi łączyło mnie jedynie bycie na telefon jeśli coś trzeba zrobić. Nie wszyscy z tego grona wylecieli. Pozbyłam się tych, dla których bez względu na to ile zrobię, i tak jestem nikim. Żalu nie mam, takie jest życie, jak już pisałam wyżej ani mnie to ziębi, ani parzy. Co zrobić chciałam i miałam zrobiłam, a pewne tematy dawno umarły śmiercią naturalną. Wydarzenie sprzed pół miesiąca po prostu pomogło mi podjąć decyzję o poodcinaniu zbędnych węzłów.

Z rzeczy ciekawszych – są jeszcze ludzie, dla których moja nieobecność w pewnych miejscach budzi podejrzenia, niepokój, zdziwienie czy też odczucie, że coś tu nie pasuje. W sumie fajnie. Wtedy człowiek myśli, że jednak coś znaczy. Ale nie na jednym wydarzeniu świat się kończy. I tak zawsze czułam się tam sama. I nie było mi z tym źle. Oni i ja – to nigdy nie była jedność. Pojawiałam się tam, gdzie mnie się najczęściej spodziewano. Dość często chyba jednak wbrew gustom wielu osób.

Aż mi przez głowę przechodzi coś, co powiedziałam na posiedzeniu w ramach podziękowań Oficerom Łącznikowym po tegorocznym TTSR. Otóż siadam sobie z karkóweczką  przy stoliku, po czym po chwili dosiadają się do mnie inni oficerowie. I rzucam tekstem, że ale fajnie, bo w sumie to raczej nigdy się do mnie nikt nie dosiadał, bo ja zawsze tak jakoś (tak ! ja ! paradoksalnie !) na uboczu bywałam. Zawsze miałam się do kogo odezwać czy też z kim co zmajstrować, ale mimo wszystko to ja bardziej do innych się garnęłam, niż inni do mnie…i teraz tak fajnie, że to ktoś do mnie się dosiada. Na tym też samym spotkaniu pewien oficer z niesamowitą ekscytacją cieszył się, że może mnie wreszcie poznać, bo duże wrażenie robiłam na nim mówiąc to, co mówię, m.in. podczas naszych codziennych odpraw (dziwne, myślałam że mnie wszyscy hejtują za moją jakże twardo stąpającą po ziemi postawę realistki).

W podstawówce raczej nie miałam z kim być w parze (albo klasa nieparzysta albo ktoś był chory). W ławce częściej siedziałam sama (znowu – albo nieparzystość albo za bardzo absorbowałam innych więc siedziałam sama :D). Podczas wyjazdów z chórem w autokarze siedziałam sama – nie cierpiałam z tego powodu, bo i więcej miejsca do spania, i nikt nie gada jak człowiek chce pokontemplować przy dźwiękach typu Sasha-Xpander (tak ! miałam wtedy 13/14/15 lat ! ). I nawet jak już udało mi się dokoptować do kogoś do pokoju, i tak chodziłam własnymi ścieżkami, integrując się to z jedną, to z drugą grupą.

Czy to właśnie pomaga mi w sytuacjach, kiedy trzeba się pożegnać z jednymi, coby drudzy mogli nadejść? Nie mam pojęcia. Czy będę płakać za tym, od czego się odcięłam? Odcinam się nie pierwszy raz, więc pewnie nie. Czy stałam się ignorantką? Wbrew pozorom w pewnym momencie – tak. Nie da się po prostu, chcąc być w miarę przy zdrowych zmysłach – interesować się wszystkimi i wszystkim. A już tym bardziej tym, co nas zupełnie nie dotyczy.

Ciach.