Miesięczne Archiwa: Lipiec 2016

Tost wegetariański z szynką.

Nie polecam. Szynkę dostałam na własne życzenie ;) Jednak przy kombinacji z tym, co było przewidziane pierwotnie i już się w toście znajdowało, szynka nie wyszła mi na dobre.

Ale własnie o tym ‚na własne życzenie’ chciałam szybko napisać (taaaaa, Baltica i ‚szybko’, no no).

Kilka dni temu wspaniała Ania, właścicielka warszawskiego Miau Cafe udostępniła artykuł na temat 70letnich badań, w których starano się dojść do tego, co przynosi nam szczęście.
Artykuł proszę o tutaj: Co przynosi nam szczęście

Nikt mnie nie badał przez tyle czasu, ale potwierdzam to, co naukowcy. To ludzie i fajne relacje z nimi sprawiają, że jesteśmy szczęśliwi. Wielu powie -bzdura, liczy się szmal i blichtr (nawet wg ankietowanych w badaniu), super fura w garażu i ociekanie gadżetami. A ja powiem – gówno prawda. Co mi po Ferrari, jak się ma kija w dupie, nie ma się do kogo odezwać albo wiecznie się siedzi w swoim pałacu za milijony (pisownia celowa) i ocieka pozorną zajebistością, ale ta zajebistość za murami własnego domu kończy się szybko (wielu nawet nie ma odwagi do świata wyjść, bo doskonale wiedzą, jak szybko zostaną spacyfikowani przez rzeczywistość).

Mam taką ciekawą właściwość, że gdzie się nie pojawię, zapoznaje się prawie z każdym. Kij w to, czy mnie lubią czy nie (no może nie do końca kij, jednak wolę jak mnie lubią, nie muszę się potem z nimi szarpać). I tak kończy się to chociażby w następujący sposób: żegnając się z jakimś miejscem (jak ostatnio z projektem), biegam po piętrach żegnając się z ludźmi ‚na misia’ (czyli przytulasem).  Albo ten tost dzisiejszy. Z kawiarni, w której bywam regularnie i jak to ja, lubię sobie pogadać z obsługą. Baristki niedługo zaczną mi mówić ‚siema’, póki co na moją prośbę dołożyły do tosta szynkę.
Czy zrobiłyby to, gdybym była szytwnym fletem z kijem w dupsku albo opryskliwym klientem? Na pewno nie. Przede wszystkim – nie byłoby efektu w postaci luźnych plot za każdym razem kiedy się tam pojawiam. A już na pewno nie tego plasterka szynki który sprawił, że dzień zaczął mi się bardzo fajnie (pomijając, jak wspomniałam, smak tosta, który nie do końca był taki, jaki chciałam ;D).

Oczywiście, nie każdy jest takim ekstrawertykiem jak ja. Są introwertycy, typu dzień dobry-poproszę-dziękuję-do widzenia. I ok! Tacy też zapewne dostaną ten plasterek szynki na skromną prośbę. Grunt, to nie być palantem, który wyżej sra niż dupę ma, a innych ludzi ma za nic. Bo bez pieniędzy ale z pomocnymi postaciami radę damy. Bez pieniędzy i pomocnych postaci – już niekoniecznie.

Za duże oczekiwania.

Nie wiem co mi się stało. Kompletnie tego nie rozumiem. Wymagam od każdego szerszego spojrzenia na świat, w cywilizowanym tego słowa znaczeniu. Wymagam od każdego, żeby przestał patrzeć tylko na swoją dupę i zaczął się zastanawiać nad tym, jak jego czyny wpływają na dobro ogółu. Czy wieje komuną? Komuny nie pamiętam, bo byłam mała, może ktoś mnie uświadomi. Wychodzę z założenia, że gdyby każdy zajmował się tylko sobą, a nie (również) światem nas otaczającym, dalej siedzielibyśmy w jaskiniach.  I nie mam tu na myśli wpieprzania się z butami w życie innych i mówienie im, jak mają żyć.

Sama grzeszę sporadyczną postawą betonowego słupa, którego za nic nie da się ruszyć, ale na całe szczęście nie szkodzę otoczeniu. Ale moja miarka odporności na ludzką głupotę przebrała się przy okazji tematu rowerzysty, którego szanowne plecy wrzuciłam wczoraj na swój profil FB, Twittera i na jedną grupę na FB. Reakcja większości ludzi na fakt, że koleś jedzie chodnikiem, zamiast po zajebistej, nowej, pięknej ścieżce rowerowej, wytyczonej na prawym pasie ulicy, po prostu mnie rozłożyła. Bo kierowcy tacy i sracy, bo piesi przepędzają (!) ze ścieżki rowerowej, bo infrastruktura do dupy, bo na zdjęciu widać, że się ściemnia, bo pada (nie padało), bo TAM NIE MA ZNAKU ZAKAZU PORUSZANIA SIĘ ROWEREM PO CHODNIKU. Nosz kurwa mać !

‚Na chuj się przejmujesz’ powiecie. Nie nazwę tego przejmowaniem się, bardziej wkurwem, że nasz naród cwaniakuje, co to nie oni, że Zachód może nam podskoczyć (odkładamy na razie na bok Brexity, Emigrantów, wybory prezydenckie w USA i tym podobne – mam na myśli kulturę jako taką i postęp mentalny), a tak naprawdę słoma z butów wystaje. ‚To z kim ty się zadajesz?!’ – ale ja się nie muszę zadawać, taki prymitywizm wylewa mi się z ekranu! Tak, opuściłam już ową grupę na FB żeby raka nie dostać, ale tego się po prostu nie uniknie. Musiałabym się w domu zamknąć, bez dostępu do świata zewnętrznego. I nie rozwiąże się problemu przyjmując postawę olewczą, bo w ten sposób zrównam się z tymi, co kręcą się tylko wkoło swojej dupy. W sumie to nawet nie wiem, czy to się w ogóle da jakoś rozwiązać.

Rowerzyści w takim Berlinie święci nie są – ale oni przynajmniej korzystają z infrastruktury, którą się dla nich robi. Jeżdżą po chodnikach, przejeżdzają na czerwonym (za co dostają mandaty a w najgorszym przypadku miażdży ich ciężarówka – widziałam na własne oczy) ale nie uważają, że rozwiązaniem jest przestać jeździć po ulicy kompletnie, bo na pewno zaraz ich ktoś zabije. Owszem – tam problem jest trochę inny, to kierowca musi mega w chuj zajebiście uważać na rowery, bo są WSZĘDZIE, a nasi cudowni polscy kierowcy nie potrafią nawet na zamek jeździć czy na pas drugiego auta wpuścić, o kulturze w stosunku do pieszego czy rowerzysty nie wspominając. Ale znikając z ulic tylko pogorszymy sytuację, bo kierowcy nie nauczą się nigdy. Zmiany nigdy nie są bezbolesne i natychmiastowe plus do tanga trzeba dwojga.

Pomijając kwestię powyższą, taka zaściankowość rzuca mi się w oczy po prostu wszędzie. Słucham bredni wielu ludzi i już rozumiem, czemu 500+ to taka dobra przynęta na elektorat. Oni nawet nie ogarniają, że to 500+ to z ich własnych podatków jest (tak samo jak rowery miejske i infrastruktura rowerowa) ! W dodatku moc takiego tłumu, który z ciebie robi idiotę, jest niewyobrażalna (niczym potęga rumuńskiego popu w Polsce swego czasu) i wbrew pozorom bardzo krzywdząca. I jest mi po prostu wstyd. Bo chcemy mieć ‚tak zajebiście’, jak jest na Zachodzie, ale większość z nas kompletnie do tego nie dorosła.